Fantastyczna historia głupoty – czyli mechanika rynków finansowych


Rok 1989. Do pewnej gminy na południu Polski przyjechał biznesmen z Australii. Towarzyszył mu znany z TV dygnitarz z Warszawy. Na zakrapianym spotkaniu dygnitarz poprosił miejscowych o pomoc dla Australijczyka w nowym przedsięwzięciu gospodarczym. Biznes miał polegać na skupie żywych zajęcy, które  biznesmen wyeksportuje na Antypody. Posiadał on tam wiele fabryk pasztetów.

Wójt od razu wyznaczył należące do gminy tereny. Państwowy bank skredytował Australijczykowi przedsięwzięcie. Z mety ruszyła budowa hal. Pełno było plakatów obwieszczających skup żywych zajęcy. Cena – 20 dolarów za sztukę.

Po dwóch tygodniach biznesmen był już właścicielem 30 tysięcy zwierząt. Gospodarze zamiast uprawą ziemi, zajęli się łapaniem szaraków. Australijczyk płacił gotówką. Zatrudnił kilku asystentów, szereg sekretarek i księgowych oraz robotników do karmienia zwierząt.

Po miesiącu gwałtownie spadły dostawy zwierząt. Miejscowi wyłapali wszystkie zające w okolicy. Pojawiły się plakaty z nową ceną – 50 dolarów za sztukę. Wieść rozeszła się po sąsiednich województwach. Ciężarówkami zwożono zające. Bank udzielał dodatkowych kredytów na rozwój biznesu. W ciągu kolejnych tygodni przywieziono 60 tysięcy zwierząt i skup znowu zwolnił. Biznesmen podwyższył cenę do 80 dolarów. Tym razem zwożono zające z północnych województw kraju, ale i tam niebawem wszystkie szaraki wyłapano. Biznesmen dał ogłoszenia w prasie krajowej z nową ceną – 120 dolarów.

Rozpętało się szaleństwo. Setki tysięcy zajęcy wieziono niekończącymi się transportami z państw sąsiednich: z NRD, Czechosłowacji i zachodnich republik ZSRR.

Po kilku miesiącach w gminie było już kilkaset ogromnych hal wypełnionych międzynarodowymi zającami. Biznesmen był na czołówkach największych gazet. Pojawiał się w każdym wydaniu Dziennika Telewizyjnego.

Znowu skup zwolnił. Nowe ogłoszenie – 180 dolarów za sztukę. I znowu zaczęły przychodzić transporty ze wszystkich państw ówczesnego RWPG. Wyłapano już prawie wszystkie zające w tej części Europy. Skup zwolnił, tylko od czasu do czasu ktoś przywiózł kilka sztuk.

Nowe ogłoszenie –  niewiarygodna cena – 350 dolarów. Ludzie masowo zaczęli polować na zające. Zjawisko przybrało formę międzynarodowej histerii. Każdy chciał szybko zarobić, ale zajęcy brakowało. Kolejna podwyżka –  astronomiczna wręcz kwota 550 dolarów za szaraka. Biznesmen wydał komunikat, że wyjeżdża za granicę. Musi wynająć statki, aby przewieźć zwierzęta do Australii. Skup nadal trwa, a wszystkimi sprawami zajmują się jego asystenci, którym udzielił wszelkich pełnomocnictw.

Dramat w Europie Wschodniej – ludzie widzą, że można szybko zarobić, ale nie ma już zajęcy. Jak wyjść z opresji? Jeden z asystentów biznesmena wpada na pomysł śmiały, ale i perfidny zarazem: plan, którym podzielił się z najbogatszymi ludźmi w kraju. „Kupmy teraz od Australijczyka zające po 350 dolarów za sztukę, a kiedy wróci, sprzedamy mu je po 550. Zrobię tak, że nikt nie zauważy, że to te same zające. W ten sposób łatwo zarobimy ogromne pieniądze na jednej prostej transakcji.”

Tak też się stało. Najważniejsze osoby w państwie, biznesmeni, aktorzy, śmietanka towarzyska Warszawy, a nawet Pruszkowa i Wołomina (gawiedzi nie dopuszczono do interesu), nawet kilku ambasadorów kupiło wszystkie zające po 350 dolarów za sztukę. Politycy z układami w bankach dostawali łatwo kredyty. Gwałtownie skoczyła cena dolara na czarnym rynku, a inflacja przewyższyła 100%. W ciągu kilku dni setki tysięcy zwierząt znalazło nowych nabywców. Każdy liczył, że niedługo sprzeda je Australijczykowi po 550 dolarów.

Czas mijał – tydzień, drugi i trzeci, potem miesiące i lata. Po Australijczyku ślad zaginął. Zniknął też jego asystent – twórca pomysłu, tylko wszędzie bezpańskie zające skakały po ulicach. Szalała inflacja. Jeszcze do tej pory gdzieniegdzie po piwnicach rezydencji i na poddaszach willi w Wilanowie można znaleźć stare, zakurzone klatki.

Był rok 1991. Nowe rządy po zmianie ustroju podjęły reformy gospodarcze. Do pewnej wiejskiej gminy w zachodniej Polsce przyjechał biznesmen z RPA… itd. itp.

Nikt wcześniej nie widział, że biznesmen jest nagi

„Gruby” na giełdzie. Nikt wcześniej nie widział, że „król” jest nagi