Wieżowce Przyszłości – lasy na piętrach i latające roboty

This slideshow requires JavaScript.

„Vertical Forest” – projekt włoskich architektów realizowany w Mediolanie. Są to dwa wieżowce mieszkalne o wysokości 80 i 102 metrów. Zmieści się na nich 730 drzew, 5 tysięcy krzewów i 11 tysięcy mniejszych roślin. Przez 2 lata architekci wraz z botanikami wybierali odpowiednie gatunki drzew i roślin, które najbardziej nadawały się do tego projektu. Rośliny będą podlewane odzyskaną i oczyszczoną wodą w systemie recyklingu. Koszt budowy wieżowców – 65 milionów euro. Mieszkania mają być oddane do użytku pod koniec tego roku. Wg architektów, drzewa i inne rośliny na blokach będą pochłodniały tyle dwutlenku węgla, ile hektar lasu „horyzontalnego”. Roślinność oddzieli mieszkańców od miejskiego hałasu.

Więcej na ten temat -> na stronie architektów

Jak będą wyglądały wieżowce wielkich miast w roku 2050? Odpowiedź podsuwają naukowcy światowej firmy architektonicznej ARUP. Wg opublikowanej przez tę firmę futurystycznego raportu, budynki w przyszłości będę samoczynnie dostosowywały się do potrzeb mieszkańców. Inteligentne, latające roboty automatycznie zaaranżują wnętrza używając brył architektonicznych, które będzie można wymieniać.  Przeprowadzka będzie oznaczała wyjęcie apartamentu ze struktury wieżowca i przeniesienie go do bloku w innym miejscu miasta. Inteligentne roboty zajmą się też naprawą i wymianą zużytych elementów budynku.

This slideshow requires JavaScript.

Dzięki nanotechnologii powstaną materiały budowlane zdolne do oczyszczania powietrza i wody. Fasady budowli zostaną pokryte farbą spełniającą funkcje ogniw fotowoltaicznych – przetwarzających energię słoneczną na elektryczną. Okna będą miały wmontowane systemy odzyskiwania ciepła. Wieżowce połączy wspólny system transportu miejskiego. Cześć pomieszczeń wieżowców spełniać będzie funkcję pól uprawnych, nastawionych na produkcję żywności dla mieszkańców.

Autorzy raportu wskazują, że powoli będzie się zmieniać nastawienie architektów z dążenia do połączenia estetyki i funkcjonalności budynku na korzyść tej ostatniej z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, robotyki, nanotechnologii i recyklingu – systemów odzyskiwania zasobów. Mniej sztuki, a więcej użyteczności i wygody.

Wraz ze zmianami klimatycznymi woda i żywność staną się dobrami trudno dostępnymi i przez to drogimi – stale będzie się zwiększać liczba ludzi. W 2050 roku ziemia będzie miała ok. 9 miliardów mieszkańców. Architektura przyszłości nie będzie ograniczała się tylko do zapewnienia schronienia mieszkańcom, ale też do jak największego zaspokojenia ich potrzeb życiowych.

Futurystyczny raport o budynkach przyszłości można pobrać -> tutaj

Fantastyczna historia głupoty – czyli mechanika rynków finansowych

Rok 1989. Do pewnej gminy na południu Polski przyjechał biznesmen z Australii. Towarzyszył mu znany z TV dygnitarz z Warszawy. Na zakrapianym spotkaniu dygnitarz poprosił miejscowych o pomoc dla Australijczyka w nowym przedsięwzięciu gospodarczym. Biznes miał polegać na skupie żywych zajęcy, które  biznesmen wyeksportuje na Antypody. Posiadał on tam wiele fabryk pasztetów.

Wójt od razu wyznaczył należące do gminy tereny. Państwowy bank skredytował Australijczykowi przedsięwzięcie. Z mety ruszyła budowa hal. Pełno było plakatów obwieszczających skup żywych zajęcy. Cena – 20 dolarów za sztukę.

Po dwóch tygodniach biznesmen był już właścicielem 30 tysięcy zwierząt. Gospodarze zamiast uprawą ziemi, zajęli się łapaniem szaraków. Australijczyk płacił gotówką. Zatrudnił kilku asystentów, szereg sekretarek i księgowych oraz robotników do karmienia zwierząt.

Po miesiącu gwałtownie spadły dostawy zwierząt. Miejscowi wyłapali wszystkie zające w okolicy. Pojawiły się plakaty z nową ceną – 50 dolarów za sztukę. Wieść rozeszła się po sąsiednich województwach. Ciężarówkami zwożono zające. Bank udzielał dodatkowych kredytów na rozwój biznesu. W ciągu kolejnych tygodni przywieziono 60 tysięcy zwierząt i skup znowu zwolnił. Biznesmen podwyższył cenę do 80 dolarów. Tym razem zwożono zające z północnych województw kraju, ale i tam niebawem wszystkie szaraki wyłapano. Biznesmen dał ogłoszenia w prasie krajowej z nową ceną – 120 dolarów.

Rozpętało się szaleństwo. Setki tysięcy zajęcy wieziono niekończącymi się transportami z państw sąsiednich: z NRD, Czechosłowacji i zachodnich republik ZSRR.

Po kilku miesiącach w gminie było już kilkaset ogromnych hal wypełnionych międzynarodowymi zającami. Biznesmen był na czołówkach największych gazet. Pojawiał się w każdym wydaniu Dziennika Telewizyjnego.

Znowu skup zwolnił. Nowe ogłoszenie – 180 dolarów za sztukę. I znowu zaczęły przychodzić transporty ze wszystkich państw ówczesnego RWPG. Wyłapano już prawie wszystkie zające w tej części Europy. Skup zwolnił, tylko od czasu do czasu ktoś przywiózł kilka sztuk.

Nowe ogłoszenie –  niewiarygodna cena – 350 dolarów. Ludzie masowo zaczęli polować na zające. Zjawisko przybrało formę międzynarodowej histerii. Każdy chciał szybko zarobić, ale zajęcy brakowało. Kolejna podwyżka –  astronomiczna wręcz kwota 550 dolarów za szaraka. Biznesmen wydał komunikat, że wyjeżdża za granicę. Musi wynająć statki, aby przewieźć zwierzęta do Australii. Skup nadal trwa, a wszystkimi sprawami zajmują się jego asystenci, którym udzielił wszelkich pełnomocnictw.

Dramat w Europie Wschodniej – ludzie widzą, że można szybko zarobić, ale nie ma już zajęcy. Jak wyjść z opresji? Jeden z asystentów biznesmena wpada na pomysł śmiały, ale i perfidny zarazem: plan, którym podzielił się z najbogatszymi ludźmi w kraju. „Kupmy teraz od Australijczyka zające po 350 dolarów za sztukę, a kiedy wróci, sprzedamy mu je po 550. Zrobię tak, że nikt nie zauważy, że to te same zające. W ten sposób łatwo zarobimy ogromne pieniądze na jednej prostej transakcji.”

Tak też się stało. Najważniejsze osoby w państwie, biznesmeni, aktorzy, śmietanka towarzyska Warszawy, a nawet Pruszkowa i Wołomina (gawiedzi nie dopuszczono do interesu), nawet kilku ambasadorów kupiło wszystkie zające po 350 dolarów za sztukę. Politycy z układami w bankach dostawali łatwo kredyty. Gwałtownie skoczyła cena dolara na czarnym rynku, a inflacja przewyższyła 100%. W ciągu kilku dni setki tysięcy zwierząt znalazło nowych nabywców. Każdy liczył, że niedługo sprzeda je Australijczykowi po 550 dolarów.

Czas mijał – tydzień, drugi i trzeci, potem miesiące i lata. Po Australijczyku ślad zaginął. Zniknął też jego asystent – twórca pomysłu, tylko wszędzie bezpańskie zające skakały po ulicach. Szalała inflacja. Jeszcze do tej pory gdzieniegdzie po piwnicach rezydencji i na poddaszach willi w Wilanowie można znaleźć stare, zakurzone klatki.

Był rok 1991. Nowe rządy po zmianie ustroju podjęły reformy gospodarcze. Do pewnej wiejskiej gminy w zachodniej Polsce przyjechał biznesmen z RPA… itd. itp.

Nikt wcześniej nie widział, że biznesmen jest nagi

„Gruby” na giełdzie. Nikt wcześniej nie widział, że „król” jest nagi