Duża zmienność na giełdach w USA

SPX 27-12-2012Pogłoski o nowych propozycjach Obamy dla Republikanów w sprawie zażegnania fiskalnego „cliffu” wywołały euforię na giełdach w USA. Kilkadziesiąt minut wystarczyło, aby index S&P 500 odrobił ponad jednoprocentowe straty. Sesja zakończyła się „kosmetycznymi” spadkami.

English: Barack Obama delivers a speech at the...

W piątek prezydent Obama ma spotkać się w Białym Domu z liderami Kongresu. Jest nadzieja, że obie strony dojdą do porozumienia. Na niedzielę zwołano posiedzenie Izby Reprezentantów – ostatnie w tym roku.

Technicznie sprawa wygląda tak, że powoli kończy się „swing” wzrostowy w USA. Wsparcie na indeksie S&P 500 w okolicach 1420/22 zostało pokonane. Inwestorzy inwestujący w opcje amerykańskich spółek zaczynają powoli grać na spadki. Index Put/Call Ratio wskazuje, że wyczerpują się „możliwości” trendu wzrostowego na giełdach w Ameryce. Niemniej ostatnie dni roku i pierwsze dni następnego są historycznie wzrostowe. Czy i teraz będzie podobnie?

Put_Call ratio 27-12-2012

Giełda, polityka i kanały społecznościowe – senator na Facebooku i Twitterze

Scott Brown - republikański senator

Scott Brown – republikański senator

Scott Brown – republikański senator napisał w krótkiej notce na Facebooku – „Poprawka. Nadzieja to jest poważne” – chodzi o rozmowy w USA w sprawie zażegnania cliffu fiskalnego – giełdy natychmiast poszły w górę odrabiając część strat. Prawdopodobnie prezydent Obama wyśle Republikanom ofertę porozumienia „ostatniej szansy”.  Ostatnia próba uniknięcia drastycznego podniesienia podatków w USA przed końcem roku?

Krótki wpis senatora na Facebooku - miliardy dolarów na światowych rynkach finansowych

Teraz wszystko dzieje się „szybciej niż natychmiast”.

Krótki wpis senatora na Facebooku – miliardy dolarów na światowych rynkach finansowych.

Fiscal cliff – wyższe podatki dla wszystkich w USA

Harry Reid - leader Demokratów w Senacie USA

Harry Reid – lider Demokratów w Senacie USA

Małe szanse ucieczki przed fiskalnym „cliffem” w USA. Trwa impas w rozmowach między prezydentem Obamą a Republikanami. Mocne spadki indeksów amerykańskich. Dow Jones i S&P 500 tracą po ok. 1%. Giełdy zaczęły „tonąć” po tym, jak Harry Reid – przewodniczący Demokratów w Senacie  oświadczył, że jest małe prawdopodobieństwo pogodzenia Republikanów i Demokratów w sprawie budżetu federalnego przed końcem roku. W konsekwencji, od 1 stycznia zostaną znacząco podniesione podatki dla wszystkich obywateli USA. Demokraci chcieli podnieść podatki tylko dla najbogatszych (powyżej $1 mln rocznie). Republikanie odrzucili propozycję.

John Boehner - Lider Republikanów

John Boehner – lider Republikanów

Zdaniem obserwatorów w Waszyngtonie oraz analityków z Wall Street, do porozumienia dojdzie prawdopodobnie dopiero w styczniu.  Wtedy politycy „w swojej łaskawości” obniżą podatki – przynajmniej częściowo i przy okazji osiągną swoje cele polityczne i ekonomiczne.

Skarbiec USA pusty. Pieniędzy wystarczy do poniedziałku

Official portrait of United States Secretary o...

Timothy Geithner

Timothy Geithner – sekretarz skarbu USA ostrzegł w środę kongresmenów, że pieniędzy w budżecie USA wystarczy do poniedziałku. W specjalnym liście do leaderów Kongresu Geithner napisał, że 31 grudnia Departament Skarbu osiągnie ustawowo dopuszczalny limit zadłużenia w wysokości 16,394 biliona dolarów. Po tej dacie trzeba będzie podjąć dodatkowe „ekstraordynaryjne” kroki ratunkowe, które mogą dać ok. 200 mld gotówki. Jednak, ostatecznie pieniędzy tych wystarczy do lutego, może do marca. Potem trzeba będzie zaprzestać wypłacać świadczenia i ogłosić bankructwo państwa.

Rozmowy prezydenta Obamy z Republikanami w sprawie zażegnania tzw. cliffu fiskalnego zakończyły się fiaskiem. Obie strony pojechały sobie na świąteczny odpoczynek. Z końcem roku kończą się dla większości Amerykanów ulgi podatkowe wprowadzone jeszcze za prezydenta Busha jr. Jeśli w ciągu kilku dni nie dojdzie do porozumienia, w 2013 roku  Amerykanie zapłacą o 600 mld dolarów podatków więcej, a rząd będzie musiał znacząco ograniczyć wydatki. Zdaniem wielu ekonomistów wyższe podatki i duże cięcia budżetowe wprowadzą USA powtórnie w recesję.

W czwartek prezydent i kongresmeni wracają do Waszyngtonu po skróconej przerwie świątecznej. Szanse, że porozumienie zostanie osiągnięte do końca roku i Ameryka uniknie cliffu fiskalnego szacowane są przez analityków na 15%.

Niemcy nie ulegną szantażowi Brytyjczyków

Photo Credit: Wikipedia

Photo Credit: Wikipedia

Po wypowiedzi premiera Wielkiej Brytanii, Davida Camerona, że  „wyobraża sobie”, iż pewnego dnia Wielka Brytania może wystąpić ze struktur unijnych rozległy się zaniepokojone głosy ze Stanów Zjednoczonych, a nawet Chin. USA wolałyby, aby Zjednoczone Królestwo pozostało w Unii Europejskiej, bo przez Wielką Brytanię mają „jakiś” wpływ na Europę. Z kolei Chińczycy musieliby – jak twierdzą – „przedefiniować” związki polityczne i gospodarcze ze Starym Kontynentem, gdyby wystąpiły znaczne zmiany polityczne i gospodarcze.

Sam Cameron jest za Unią (niby). Ostrzega, że po wystąpieniu z bloku Wielka Brytania może podzielić los Norwegii. Będzie musiała przestrzegać europejskiego prawa, ale bez wpływu na jego kształtowanie.

Z sondaży wynika, że ponad 50% Brytyjczyków jest za opuszczeniem Unii. Cześć parlamentarzystów z partii Torysów (tzw. „backbenchers”) naciska na zorganizowanie ogólnokrajowego referendum, w którym obywatele mięliby wybór między całkowitym wystąpieniem z Unii lub „wynegocjowaniem” lepszych warunków dla UK i pozostaniem w strukturach unijnych.

"Nie ze mną te numery, Brunner"

Nie ze mną te numery, Brunner

Głos w tej sprawie zabrały też Niemcy. Minister finansów Wolfgang Schäuble przestrzega Brytyjczyków przed ogłaszaniem referendum, bo to może wywołać „niepewność” i zaszkodzić całej Europie.

– „Chcemy zatrzymać Brytanię w Europie, a nie ją z niej wypychać” – powiedział Schäuble w wywiadzie udzielonym Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung. Dodał też, że Niemcy chcą większego zaangażowania W. Brytanii w sprawy europejskie. Niemniej – podkreślił – Niemcy nie dadzą się szantażować Brytyjczykom, którzy straszą wystąpieniem z Unii.

Akcje Apple’a wzrosną do $770 – twierdzi bank J.P. Morgan

iPad miniAmerykański bank inwestycyjny J.P. Morgan podtrzymał dziś silną rekomendację „kupuj” dla Apple’a z ceną docelową $770.  Akcje producenta iPhonów odbiły w tym tygodniu od dna przy poziomie 500 dolarów.  Nadal jednak są pod silną presją spadkową z poziomu 702 dolary z września tego roku. Zdaniem analityków J.P. Morgan są pewne oznaki osłabienia sprzedaży produktów Apple, lecz spowolnienie może być chwilowe.

W niedzielę akcje Apple’a zostały “zdegradowane” przez analityków innego amerykańskiego banku inwestycyjnego Citigroup – z “kupuj” do “neutralne”. Powodem obniżenia ratingu było zmniejszenie zamówień podzespołów od kooperantów Apple’a na pierwszy kwartał 2013 roku.

„Insiderzy” w USA pesymistami. Sprzedają akcje

Martin Sheen i Michael Douglas - zdjęcie z filmu Wall Street

Martin Sheen i Michael Douglas – zdjęcie z filmu Wall Street

Osoby na kierowniczych stanowiskach w amerykańskich spółkach notowanych na giełdzie New York Stock Exchange sprzedają akcje firm, w których pracują. Takie wnioski można wyciągnąć z opublikowanego niedawno indeksu „Vickers Weekly Insider Report”. Indeks powstał, aby porównać liczbę akcji, które „insiderzy” sprzedają, do tych, które kupują. Obecnie relacja ta wynosi jak 6,67 do 1. Oznacza to, że kierownicy firm notowanych na giełdzie w Nowym Jorku na każde (prawie) siedem akcji, które sprzedali, kupili tylko jedną.

Dla porównania, indeks ten w połowie listopada, kiedy nastąpiło odbicie indeksów amerykańskich wynosił 1,54 do 1. Na początku października, kiedy zaczęły się spadki, relacja sprzedających do kupujących była wysoka, ale mniejsza niż obecnie i wynosiła 5,13 do 1.

„Insiderzy” nie zawsze mają rację. Czasami kupują/sprzedają akcje „własnych” przedsiębiorstw, a szeroki rynek podąża w przeciwnym kierunku. Jednak, jeśli teraz sprzedają, widocznie mają ku temu jakieś powody. Oni najlepiej znają kondycję finansową przedsiębiorstw, w których są pracownikami/współwłaścicielami.